Kielce PLP
Zone Radom iPlanet wzięło udział w kieleckiej (właściwie strawczyńskiej) edycji PLP.
Organizacja turnieju stała na wysokim poziomie, mimo, że dzień wcześniej wichura zwinęła namioty dla zawodników i zwichrowała pole. Stabilne 4500 PSI, świetne pole, ładna pogoda, sprawna organizacja i sędziowanie – czego można chcieć więcej?
Sezon urlopowy wykluczył parę zespołów, ale nam udało się złożyć skład. Dzięki ofiarnej pomocy Hani w picie zapanowaliśmy nad chaosem miedzy grami. Hania ze złamaną nogą daje radę nie gorzej niż osoba sprawna w 100%.
Wszyscy zawodnicy zgodnie twierdzą, że grało się nam dobrze. Udało się nawiązać równorzędną i zaciętą walkę z Asassins II i z Sabotage, co tym bardziej cieszy, że Sabotażyści zajęli 1 miejsce - gratulacje! Mimo, ze nie zdobyliśmy laurów wracaliśmy zadowoleni.
Korepetycje z WU
Piękny, upalny i parny poniedziałek, 25 lipca dobiegał końca, gdy Zone Radom iPlanet zawitał na trening do Warsaw United. Ochłodziło się akurat na tyle, żeby poskakać trochę po polu paintballowym na warszawskiej Skrze.
Zawodnicy WU to kwiaty polskich i zagranicznych turniejów. W jak ekstremalnych warunkach hoduje się takie kwiaty mogliśmy zobaczyć osobiście. Pole na Skrze było kiedyś ceglanym kortem tenisowym, obecnie wyłożone wykładziną imitującą trawę. Grywaliśmy tam już wcześniej, ale obfite opady deszczu sprawiły, że na boisku zalegała woda, wykładzina dosłownie pływała na niej i w wielu miejscach na zewnątrz wystrzeliwały fontanny. Do tego ogromne ilości farby rozpuszczonej i rozkładającej się w tej wodzie atakujące zmysł powonienia... Okazało się, że chłopaki z WU w ogóle się tym nie przejmują: grają tam jak na świeżo skoszonej pachnącej trawce. Najważniejsza dla nich jest GRA – naprawdę nam tym zaimponowali.
Na początek Nowik chciał dowiedzieć się, jaki mamy plan gry. Wysłuchał w skupieniu i skwitował, że to bez sensu. Zastrzegając się, że nie chce nam na siłę narzucać taktyki, wyłożył nam swoje spojrzenia na problem brejka. Na polu WU musiało już trenować wcześniej, bo spostrzeżenia Nowika były faktycznie bardzo trafne! Każdy z nas dziwił się, jak to się stało, że żadnemu z nas nie przyszło to wcześniej do głowy. Jak dobre były to rozwiązania okazało się już w pierwszym meczu, gdy w miarę szybko Zone wygrało z WU. Kolejne razy nie były już takie łatwe – warszawiacy zadziwiająco szybko potrafili wyciągać wnioski z niepowodzeń i wykorzystywać słabe punkty naszej gry.
Tempo gry było naprawdę duże, po dwa składy Zone i WU wchodziły na przemian na pole. W międzyczasie Nowik wytykał nam błędy, a i od Kiziego obrywaliśmy swoją drogą. Po treningu była dłuższa pogadanka z Nowikiem i Sebą, a na zakończenie debriefing we własnym gronie.
Wnioski były różnorakie: od organizacyjnych, po te dotyczące naszej gry. Największą zaletą było przekonanie się, jak widzą nas inni, obnażenie naszych słabych stron, wykazanie tych elementów rozgrywki, które trzeba doskonalić. O niektórych rzeczach wiedzieliśmy wcześniej, inne były dla nas zaskoczeniem. Najważniejsze, że cała drużyna mogła się spotkać i potrenować z lepszymi kolegami. W świetle tego nawet totalnie usyfone ciuchy nie miały znaczenia.
PLP Kraków – wybitnie wakacyjny turniej
Wakacyjne plany zawodników przeszkadzały, ale nie uniemożliwiły Zone Radom iPlanet występu w Krakowskiej edycji PLP. W skromnym składzie, różnymi drogami, czasem z wielkim poświęceniem, ale wszyscy dotarli na czas. Dzięki pomocy Hani w picie jakoś daliśmy radę się ogarnąć.
Pierwszy mecz z Silesia United dostarczył obu stronom dużą dawkę emocji - nawet Kizy był z niego zadowolony, co świadczy o wartości gry. Zaciętość gry odrealniała rzeczywistość. Dla takich krótkich chwil sportowego transu ćwiczymy przez cały rok! Niestety w decydującym meczu górą była Silesia i ostatecznie wygrała 3-2.
W kolejnych meczach z Sabotage i Red Hot Kaunas dała o sobie znać zdrowotna niedyspozycja Kikiego, który ledwo trzymał się na nogach. Zmęczenie również dało się we znaki tym zawodnikom, którzy jechali do Krakowa w nocy. To, co nastąpiło w tych meczach nie było porażką, było pogromem. Zabrakło zgrania, bardziej szczegółowego planu działania i dyscypliny na polu. Goryczy zajęcia szóstego miejsca nie była w stanie do końca zatrzeć wspaniała atmosfera zawodów. Jak zwykle zbrataliśmy się z Sabotage. Podszkoliliśmy się też z litewskiego.
Na osłodę został oglądany na żywo mecz Warsaw United kontra Ranger. Poczynione zostały wstępne ustalenia na treningi z WU – z pewnością nie zaszkodzą. Jak twierdzi trener: "Duuuuuużo pracy przed nami." Zawodnicy pałają żądzą doskonalenia się, by na kolejnych zawodach wypaść jak najlepiej.
Pabianice – łapiemy kontakt z przeciwnikiem
W Radomiu oberwanie chmury, w Pabianicach słońce – to jedziemy grać tam!
W niedzielę aura w okolicach Łodzi była łaskawa dla fotografów, którzy postanowili fotografować drużyny rywalizujące w Open Lidze PLP.
W bardzo dobrze sprawdzającym się systemie dwumeczów (naprzemian grają drużyny z grupy A i B) z pierwszymi przyszło się nam zmierzyć z Grim Reapers. Wszyscy podeszli do tego pojedynku z powagą i skupieniem, gdyż pamiętali z Warszawskiej edycji przegraną z tym zespołem. W pierwszej potyczce Kikiemu udaje się wejść z marszu na węża i przerzedzić szeregi rywali na tyle, że Zone Radom iPlanet szybko zdobywa jeden mały punkt. Za drugiem razem Kiki znów wchodzi z rozbiegu na węża, przeciwnicy powtarzają jego manewr, ale Franek wykorzystuje swój wzrost i z uporem tak grzmoci kulami po wężu, aż trafia. Druga strona pola też nie próżnuje – pewnie zdobywamy drugi punkt. W ostatnim meczu Zone realizuje ten sam scenariusz, Kiki na wężu i Plastek z drugiej strony pola czyszczą drogę dla drużyny. Gdy zostaje jeden przeciwnik na wysokiej przeszkodzie przy wężu Kiki robi faję, tamten ze splatami na pasie i plecach okrąża przeszkodę i po kowbojsku odstrzeliwuje się trzymając marker jedną ręką. Powstaje zamieszanie – jeden sędzia autuje Kikiego, Kiki kładzie rękę na głowę, drugi sędzia go wyciera, świeżo wytarty Kiki naciska buzer i dowiaduje się, że skoro położył rękę na głowę, to powinien zejść. Zamieszanie kończy się, gdy Plastek naciska buzer po raz drugi. Szybka i pewna wygrana z Grim Reapers jest dla drużyny jak napój energetyczny. Zaciera niewesołe wspomnienia z poprzednich zawodów. Wruz wtedy wstawia na Facebooka pierwszy wpis relacjonujący jak nam idzie.
Następny mecz z Sabotage – ci pokazali już tego dnia, że są w niezłej formie. Musieli też oglądać nasze mecze, bo dużą uwagę zwracają na Kikiego blokując go na wężu. Trafiony Kiki schodzi, następnie ubezpieczający go Franek. Pozostałą trójka jednak w tym czasie zdejmuje z pola 4 graczy Sabotage, by wygrać, trzeba jeszcze tylko skłonić do zejścia z pola Aloo, który przylepiony do dorita nie zamierza się poddać. 3 na 1 – wydaje się, że wygrana jest formalnością. Sabotażysta, dając popis szybkich zmian markera z prawej na lewą, wkłada klucz w tryby maszynerii, która nabrała rozpędu, by go dorwać. W niewyjaśniony sposób tracimy jednego zawodnika po drugim i przegrywamy mały punkt. Drga gra jest bardzo zacięta – Sabotage uskrzydlony wygraną, Zone rozwścieczone swoimi błędami. Kikiemu nie udaje się dojść do węża, na tą przeszkodę wchodzi za to nasza dobra znajoma Helga z drużyny przeciwnej. Franek jest jednak na swoim posterunku i stojąc na palcach zasypuje ją z góry kulkami tak długo, póki nie trafi. Z drugiej strony pola Sabotage wypuszcza agresywnie grającego Jasia, który sieje spustoszenie w naszych szeregach – zostaje jedynie Franek, który stojąc pośrodku pola nie ma możliwości obronienia się przed atakującymi. Słychać buzer i widzimy na tablicy wyników 0-2. Trzeci mecz zaczyna się dobrze – udaje się osiągnąć węża z rozbiegu i rozmontować po kolei szyki adwersarzy. Szybko i sprawnie. Nim się zaczęła kolejna walka o kolejny mały punkt widać było, że coś się święci: Sabotage zmienia szyki: na stronę węża przeszedł Aloo. Zonki natomiast realizowały dalej swoją sprawdzoną taktykę. Kikiemu udaje się wejść na węża, ale nie ma szans, żeby się ruszyć: Aloo z Rudym albo sypią kulkami na przemian, albo jednocześnie. Po meczu twierdzili, że zużyli prawie cały posiadany zapas. Z drugiej strony pola Zone nie wykorzystała okazji, dali się za to zdominować i po kolei traciła zawodników. Ostatecznie przegrywamy 1-3.
Trzeci z kolei przeciwnik to Red Hot Kaunas z Litwy. Świetnie im szło tej niedzieli, nikt nie dawał im rady, toteż mało kto przypuszczał, że sobie poradzimy – publiczność wyraźnie z nami sympatyzowała. Pierwsza i druga gra to jakby koszmar meczu z Sabotage – nasz wąż odseparowany o wydarzeń na boisku, by nie kąsał. Mimo, że wielki Franek pilnuje węża, powoli tracimy graczy i przegrywamy dwie gry, jest 0-2. Gramy do 3, więc czujemy się jak człowiek stojący nad przepaścią i machający rękami, by nie spaść. Jednak dopóki gra w toku nie czas na rzucanie ręcznika. Zawodnicy Zone postanawiają zmienić taktykę – strona węża gra defensywnie nie pozwalając Litwinom za bardzo się rozwinąć, Plastek z Wruzem i Arczim robią swoją robote po drugiej stronie. Łatwo nie jest, po pierwszej wygranej słyszymy jak zagraniczni goście krzyczą na siebie – nie rozumiemy słów, ale widzimy, że są wściekli za to, co się przed chwilą stało na polu. W kolejnym meczu wąż należy do nas! Druga strona też pokazuje, co potrafi. Kiki właściwie przebiega przez węża w pełnym pędzie robi faję i ostro ostrzeliwuje ostatniego RedHota, staje nad nim i krzyczy: „pole!”. Jest to jednak przedwczesna komenda, ponieważ leżący niemal u stóp Kikiego zawodnik wcale nie dostał! Mało tego - nie zorientował się także, że przeciwnik stoi tuż za nim i gdyby się odwrócił, to zapewne trąciłby go lufą. Kiki po paru sekundach raczy zauważyć, że ten który leży koło niego jednak dalej gra, wystrzeliwuje kilka, celnych tym razem, kulek i wśród śmiechów publiczności kłania się z gracją. Nie jest lekko, Red Hot starają się jak mogą, by nie ułatwiać nam gry, ale wygrywamy kolejne dwa razy. Zone Radom iPlanet wygrzebuje się z beznadziejnej sytuacji, potwierdzając, że w sporcie trzeba walczyć do końca. W bardzo miłym geście Litwini przyszli podziękować za mecz. Potem grali sobie dalej o puchary, z sukcesem zresztą, wyjechali jako zwycięzcy.
Punktowo wypadliśmy tak samo jak Sabotage, zadecydował więc wynik bezpośredniego starcia: oni wyszli z grupy, my nie – podobnie jak w Skarżysku Kamiennej w zeszłym roku! Zabawiliśmy jeszcze chwilę w Pabianicach pomagając Sabotage w picie w dalszych zmaganiach.
Wyjeżdżaliśmy i zadowoleni z tego, że udało nam się nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikami. Piąte miejsce na zawodach z drużynami tej klasy jest nie lada osiągnięciem w naszym pierwszym sezonie piątek. Z drugiej strony mieliśmy uczucie niedosytu, że mogło być lepiej.
Grali: Plastek, Arczi, Wruz, Franek, Kiki
Pitolili: Hamer, Aedrin
Środa paintballowa w PSP nr 1
Relacja Plastka:
Kolejny trening i jesteśmy o krok bliżej perfekcji!
Spotkanie zaczęło od najważniejszego elementu, czyli konkretnej rozgrzewki, a następnie był czas na rozciąganie. Ku zdziwieniu Balona okazało się, w końcu są widoczne postępy-wychodzi na to, że nikt w domu nie próżnuje...
Sam trening rozpoczął się od ćwiczeń z komunikacji między zawodnikami. Potem przyszła kolej na start z bazy i celne strzelanie podczas biegu. Na koniec podsumowanie i połączenie wszystkiego. Dynamiczna akcja: start ze strzelaniem, kilka snapów do tarczy i faaaja na wężu…
Pomimo nieobecności naszego Trenera daliśmy radę i wszyscy byli zadowoleni, więc trening można uznać za udany
Obecni:
Balon, Franek, Rysio i Plastek.
Warszawskie lanie
W niedzielę 8 maja Zone Radom iPlanet Brało udział w rozgrywkach Open Ligi PLP na stadionie Skry w Warszawie.
Właściwie radomianie byli na miejscu już dzień wcześniej, przyglądając się rozgrywkom Master i Super Ligi.
Zone szczerze żałowała, że nie nastąpi bezpośrednie starcie z Sabotage, ale biorąc pod uwagę jak udany był to dla sabotażystów występ może i dobrze, że do tego nie doszło. Sabotage trenuje z Tomarem już od paru lat i dopiero teraz zdecydowali się wziąć udział w rozgrywkach PLP. Podczas ostatnich edycji Akademii Paintballowej mieliśmy okazję trenować wspólnie, więc chęć sprawdzenia się na poważnych zawodach jest jak najbardziej zrozumiała.
Na pierwszy ogień poszedł Grim Reapers. Pierwszy mecz Zone przegrało błyskawicznie, wszyscy schodzący z pola sprawiali wrażenie zaskoczonych szybkim tempem. W drugim meczu nastąpiło otrząśniecie z pierwszego szoku – po dobrym otwarciu Zone zyskało przewagę, drużyna przeciwna z trudem odrabiała straty, mało brakowało do wygranej. Jakoś jednak impet radomian wyhamował w chmurze kulek i na tablicy pojawił się wynik 0-2. W ostatnim meczu Ponurzy Żniwiarze metodycznie wykosili Zoniaków, którzy nie mieli zadowolonych min. Pierwszy mecz przegrany 0-3, a z rozpiski wynikało, że problemy dopiero się zaczną.
Kolejna drużyna, z którą weszliśmy na pole to Siesia United – drużyna o którą Zone już potykała się w przeszłości, nawet gdy wysoka forma pozwalała przeskakiwać nad większością przeciwników. Początek nie fortunny – Zone dostaje karę 2 za 1 i musi grać w osłabieniu, do tego z jednym skrzydłem całkowicie zdekompletowanym. Brzytwa na szyi widać dobrze wpływa na drużynę, bo trzyma się lepiej niż by to wnikało z rozkładu sił na polu. Udaje się rozciągnąć grę i przejść do uporczywej obrony – ślązacy jednak są zbyt dobrymi fachowcami by wypuścić z rąk taką okazję. Wygrana nie przychodzi jednak łatwo – muszą się nagimnastykować i trwa to sporo czasu. Do tego Zone dostaje pod koniec meczu kolejną karę i następnym razem zaczyna we czwórkę, co skrupulatnie wykorzystują przeciwnicy. Wynik 0-2 nie jest czymś, co negatywnie wpływa na drużynę i nowy mecz zaczynają z impetem. Mimo iż na początku Kiki zostaje zdjęty z bardzo dobrej pozycji na wężu, jego koledzy ładnie wycinają kolejnych przeciwników. Silesia United najpierw próbuje odzyskać przewagę i zająć węża, potem już tylko się broni, ale Zone rozmontowuje ich szyki i wygrywa mecz. Nadzieja na lepsze wyniki tego spotkania umierają w kolejnym meczu, który wygrywa znów Silesia.
Ostatnie spotkanie, z Predators, jest zacięte – kary sypią raz dla jednych, raz dla drugich, ale drużyna z Radomia przegrywa pierwszy mecz. Kizy, który zawsze myśli o dwa ruchy do przodu względem pozostałych członów drużyny, zastanawiał się już co nie działa w naszych szykach. Tym trudniej było mu to określić, że brał udział w grze i nie miał możliwości oceny całości. Aby to sprawdzić na 2 ostatnie mecze z Pradatorami wprowadzeni zostali nowi gracze. Wynik nie był już istotny dla całości rozgrywek – pwene było, że Zone Radom z grupy nie wyjdzie. Przeciwnicy okazali się twardym orzechem do zgryzienia, ostatecznie Zone przegrało, jednak kolejni zawodnicy mogli się sprawdzić na polu.
Pocieszaliśmy się, że Zone Radom iPlanet opuszczało Warszawę, jako najlepsza drużyna z Radomia ze skromnymi 5 punktami...
Zone sparuje w Oblęgorku
Zone Radom w ostatni dzień długiego majowego weekendu przyjęła zaproszenie na trening First2Fight do Oblęgorka.
Słowo trening nie jest tu najtrafniejsze, bo na milenijnym polu, którego spodziewamy się na najbliższych zawodach w Warszawie, odbywały się sparingi piątek. W sumie zjawiło się koło 30 osób, niektórzy nawet z Lublina. Pole non stop było w użyciu – sprężarka radomian ledwo dawała radę napełniać butle-matki dla spragnionych gry zawodników.
Inna sprawa, że aura raczej nie zachęcała do bezczynności. Niska temperatura, duża wilgotność powietrza i cały czas padający deszcz w połączeniu z nieodpowiednim ubiorem większości uczestników skutkował wielką chęcią do ruchu i przeżywania sportowych emocji, byle tylko nie myśleć o mokrym ubraniu i przejmującym zimnie. Nie inaczej było z zawodnikami Zone. Pierwsze buty przemokły już przy dojściu na pole, te z membraną - gdzieś w połowie rozgrywek. Niektórzy gracze jechali z Radomia od razu w paintballowych ciuchach. Ale opuszczając rano rodzinne miasto nikt nie spodziewał się tak fatalnych warunków. Tym bardziej, że umawialiśmy się, że nie będzie padało... Na miejscu zaraz po opuszczeniu samochodu stało się jasne, że na ziemi kieleckiej lekko nie będzie. Niektórzy założyli na siebie wszystko, co mieli, niektórzy nie mieli co założyć. Po jakimś czasie spędzonym na polu mokre były nie tylko buty, ale i cała reszta. Przemoknięty do suchej nitki Franek twierdził, że dreszcze pomagają mu utrzymać ramping. Z czasem pole zostało rozdeptane przy przeszkodach i najmniejszy kontakt z murawą powodował zanurzenie się w zimne, rzadkie błoto.
Ale przeżycia na polu szły jakby innym kanałem – wchodziliśmy na pole i najważniejsza stawały się najbliższe minuty. Było nas 6, więc graliśmy w różnych konfiguracjach personalnych z jednym człowiekiem poza polem. Najważniejsze, że wszyscy biliśmy zadowoleni z przebiegu większości potyczek, a kilka zwycięstw było naprawdę błyskotliwych.
Największym profitem tego dnia była możliwość pogrania na milenijnym polu, na którym Zone Radom iPlanet będzie grać w warszawskiej edycji PLP już 8 maja (czy raczej, jak donosi czujny Aloo z Sabotage już 7 maja). Jeśli Sabotage gra 7 to my też chcemy!
Treningi na hali
Drużyna Zone Radom iPlanet trenuje co środę na reballach.
Świadomość rozpoczynającego się już lada dzień sezonu skłoniła drużynę do podjęcia dodatkowych treningów na hali. Na miejsce została wybrana Szkoła Podstawowa nr 1 – obiekt dobrze znany z treningów zimowych 2009-2010. Treningi pod dachem zapewnią niezależność od kapryśnej jeszcze aury. Jako termin treningów zostały wyznaczone środy, w godzinach do 18 do 21.
Zone zaprasza wszystkich chętnych na treningi – tak ćwiczących, jak mających ochotę jedynie popatrzeć. Wystarczy odezwać się do nas na forum, zadzwonić lub po prostu przyjść. Jeśli jednak planujesz wypożyczyć sprzęt, lepiej się z nami wcześniej skontaktować. Można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy o speedballu, potrenować, ciekawie spędzić czas. Wielką zaletą jest to, że trenujemy na reballach – nie ma znaczenia ile kulek wystrzelisz!
PSP nr 1 na ulicy Odrodzenia 37, Radom,
we środy
w godzinach 18-21.
Zapraszamy!
Weołego Alleluja!
Wesołych Świąt Wielkanocnych i mokrego Dyngusa wszystkim fanom, miłośnikom i sympatykom paintballa życzy drużyna:
ZONE!
































